|
| 
 |

  | 
|

Luty 1992 roku przyniósł dwa istotne wydarzenia w życiu artysty. Pierwsze dotyczyło jego prywatnej sfery (Sylvian zamieszkał wraz ze swoją żoną, Ingrid Chavez, w Minneapolis), drugim zaś było odnowienie współpracy z Robertem Frippem. W 1991 roku Fripp zwrócił się do Sylviana z propozycją objęcia roli wokalisty w zespole King Crimson i jakkolwiek intrygująca była to sugestia, David odmówił proponując wzamian wspólny projekt studyjny. Ponieważ jednak Fripp nalegał mimo wszystko na jakąś działalność koncertową, postanowiono iż praca w studiu będzie okazją do stworzenia nowego materiału i zarazem próbą przed zaprezentowaniem się publiczności na żywo. Sesje przebiegały nadzwyczaj owocnie, a obie strony na tyle zadowolone były z ich rezultatów, że nie tylko zmaterializowały się koncerty, ale i studyjny album.
Wynikiem współpracy Sylviana i Frippa jest muzyka nietypowo dla Sylviana agresywna (i trudno oprzeć się wrażeniu, iż zdecydowanie bliższa sercu Roberta). Mimo że skomponowano kilka ballad, David pragnął skupić się na brzmieniu o wiele ostrzejszym niż to czego dokonał dotychczas. "The First Day" ukazał się w lipcu 1993 przynosząc zgiełk, energię i intensywność do tej pory niespotykaną. "Firepower" z przetworzonym śpiewem Sylviana i bezlitosną grą Frippa to wizytówka wydawnictwa - próba stawienia czoła frustracjom nowoczesnego życia i odnalezienia wartości, które pozwolą cieszyć się nim na nowo. "20th Century Dreaming" czy "Brightness Falls" to nagrania o bardzo podobnym charakterze, choć wśród ciężkich riffów znalazło się również miejsce dla bardziej przystępnego "Jean The Birdman" - melodyjnej, wpadającej w ucho piosenki, która zdobyła pewną popularność i przez krótki czas promowana była nawet tu i ówdzie wideoklipem. Album kończy piękny soundscape Roberta Frippa przenosząc słuchacza w rejony wolne już od wszechobecnej tu aury napięcia...





  

 Oprócz tytułowego "Jean The Birdman" single promujące "The First Day" zawierały inaczej niedostępne nagrania "Tallow Moon", "Dark Water" (będący jednym z frippowskich "soundscapes"), niezwykle melodyjny, pełen urody akustyczny "Earthbound (Starblind)" oraz utrzymany w podobnym tonie "Endgame"


 [ do góry |  |
|