Gdy "spotkaliśmy" go ostatnio, David Sylvian obejmował płonące drzewa w lesie swoich uczuć, próbując pogodzić się z rozpadem długotrwałego i, wydawałoby się, szczęśliwego związku. Zabierając swe krwawiące serce w trasę na serię kameralnych koncertów w Japonii i Europie, tym samym odsunął się od projektu, nad którym rozpoczął pracę wraz ze swym bratem, Stevem Jansenem, jeszcze w 2002 roku. Powoli zabliźniające się rany pozwoliły mu jednak podjąć na nowo tę współpracę, a zetknięcie z elektroniczną muzyka Burnta Friedmana podpowiedziało mu, iż jest to osoba, która byłaby doskonałym spoiwem materii rodzącej się ze wspólnych eksperymentów. Friedman okazał się być na tyle cennym współpracownikiem, iż już w kwietniu 2004 roku przedstawił Sylvianowi kilka utworów w różnym stadium ukończenia. Sylvian zdecydował jednak, że tym razem "blemishowy" minimalizm potrzebuje czegoś jeszcze - dopełnienia, szerszego spektrum, dynamiki, że potrzebuje utworów bardziej tradycyjnych strukturalnie, zakorzenionych w jego klasycznych płytach takich jak "Secrets Of The Beehive" czy "Dead Bees On A Cake". Aby to osiągnąć sięgnął nie tylko po gitarę i instrumenty klawiszowe, ale i zwrócił się zarówno do osób nowych w jego otoczeniu (szwedzkiej wokalistki Stiny Nordenstam, czy norweskiego trębacza - Arve Henriksena), jak i starego znajomego, Ryuichiego Sakamoto.

Album kontynuuje wątki podjęte na "Blemish", choć trzeba podkreślić, iż tym razem Sylvian patrzy na nie z perspektywy czasu oraz w znacznie szerszym aspekcie - przygląda się miedzy innymi Ameryce po wydarzeniach 11-go września, rozważając spowijającą rzeczywistość obłudę i narastanie uprzedzeń. Dopiero później kieruje spojrzenie w głąb siebie. Spokojne, niezwykle misterne aranżacje i wszechobecne, tak charakterystyczne dla jego twórczości frazy trąbki sprawiają, że album dosłownie płynie. Dowodem niech będzie "History Of Holes", prawdopodobnie najwspanialsze z zawartych tu nagrań, przywodzące na myśl te wszystkie rozmarzone ballady wypełniające "Dead Bees On A Cake". Wtórują mu urzekające swą melodyjnością "Atom And Cell" oraz "Banality Of Evil". Nie zabrakło również nieco ostrzejszej nuty w postaci "Darkest Birds", którego refren ma wszelkie właściwości zapadającego w pamięć przeboju, zaś finalny, akcentowany klarnetem "The Librarian" zamyka całość w tonie podszytym delikatną kołysanką. "Kiedyś był tu plac zabaw, lecz gdy wdarła się złość / Wszystkie barwy zmieniły się w zimę." "Jeśli mam być szczery, zima była dla mnie trudna" powiedział Sylvian komentując "Snow Borne Sorrow". Mimo, iż zrodzony ze śnieżnego smutku, na długie, białe, zimowe wieczory gorąco polecam.

Teraz Rock, maj 2005





Album promuje pierwszy "cyfrowy" singiel do nabycia wyłącznie za pośrednictwem strony www.samadhisoundshop.com. Utworowi w formacie mp3 towarzyszy ilustracja zaprojektowana przez Chrisa Biggsa.



[  do góry